poniedziałek, 13 lipca 2015
Rozdział 1
Nastał nowy semestr. Kalina niechętnie wracała do szkoły. Wciąż przeżywała obóz jeździecki, w którym brała udział podczas ferii zimowych. Zawody kończące wyjazd wyłoniły dwie uczestniczki zbliżającego się turniej. Jedną z nich była kalina. - wiesz, jakie masz szanse? Ile osób weźmie udział w tym konkursie? -Iga podpytywała zaspaną Ross, gdy jechały do szkoły zatłoczonym autobusem. - wszystko ci opowiem, ale w tej chwili marzę tylko, żeby jak najszybciej stąd wysiąść. Jeszcze dwa przystanki - narzekała kalina, rozluźniając szalik. - Dzień dobry, bilety do kontroli. - Męski tubalny głos przerywał rozmowę przyjaciółek - A niech to - jęknęła Kalina, kiedy usłyszała głos kontrolera. Resztki snu zniknęły, jak ręką odjął. Mężczyzna cierpliwie czekał, aż dziewczyny pokażą bilety. Kalina zapamiętale szperała w torbie, w nadziei, że coś wymyśli . - Nie mów, że nie masz biletu ? - Szepnęła nerwowo Iga , nachylając się do koleżanki. Sama zdążyła już pokazać swój bilet. - Nie dość, że dostaniesz mandat, to za nim go wypiszą, zacznie się apel - Zapomniałam powiedzieć rodzicom, żeby doładowali mi kartę. Nie czekaj na mnie, musisz być na pierwszej lekcji. Na apelu mają rozdać plan zajęć na nowy semestr. - Wyluzuj! Nie będą cię chyba spisywać przez godzinę. - Mam nadzieję, że pozwoli nam wysiąść na przystanku koło szkoły - powiedziała Kalina, marszcząc brwi, po czym dodała - Co za wstyd! Kontroler wysiadł z dziewczynami i szybciej niż przypuszczały, wypisał mandat. Kalina z niecierpliwościom czekała na zwrot legitymacji szkolnej, rozglądała się przy tym uważnie po okolicy. Ku swojej uldze nie spostrzegła nikogo znajomego. - Miłego dnia - na odchodne rzucił kontroler, co przyjaciółki uznały za szczyt złośliwości. Nie miały jednak czasu na komentarze. Szybko ruszyły do szkoły. Były nie na czas. Gdy dotarły na miejsce, okazało się, że sprzątaczka zdążyła pozamykać już boksy w szatni. Przyjaciółki zdjęły czapki i kurtki i postanowiły bezszelestnie dołączyć do klasy, która zebrała się w auli, ale ledwie wsunęły się przez uchylone drzwi, usłyszały - Kalina Ross i Iga Siekacz! - Z głośników dobiegł głos wicedyrektorki, która chyba znała wszystkich uczniów w szkole. Nie było w tym nic dziwnego, bo uczyła wszystkie klasy informatyki. Nastolatki czując na sobie spojrzenia dziesiątek oczu, stanęły speszone. - Wydawało mi się, że wszyscy uczniowie znają zasady panujące w tym budynku. - Wicedyrektorka kontynuowała swą wypowiedzi. Kalina z Igą spojrzały na siebie, przestraszone. - Dzień dobry, przepraszamy za nieobecności - powiedziały chórem i już miały dołączyć do swojej klasy, gdy tubalny głos dobiegający z głośników, nakazały im, aby zostały na miejscu. - Ani kroku dalej. - Kobieta była ustępliwa, a przez salę przetoczył się szmer chichotów. Sława, których użyła nauczycielka, do złudzenia przypominała zwrot z pewnego znanego filmu sensacyjnego. - Czy ten dzień będzie dobry, okaże się po zmroku, który, jak się obawiam, przywitacie na terenie szkoły. Zostaniecie po lekcjach i dokładnie umyjecie parkiet w auli. Może to was nauczy, że przed wejściem na salę gimnastyczną należy zmienić obuwie. Teraz zdejmijcie zabłocone trapery i dołączcie do swojej klasy. - Szybciutko. - Upokarzające - skomentowała pod nosem Kalina i od razu poczuła na sobie karcące spojrzenie wychowawczyni. Apel nie trwał długo. Po drodze na zajęcia wychowawczyni poprosiła sprzątaczkę, by otworzyła nastolatką szatnię. Dziewczyny założyły szkolne tenisówki, zostawiły kurtki i trapery i przeglądając nowy plan zajęci, ruszyły z kolegami z kasy, oddalającymi się wąskim korytarzem. - W poniedziałek mamy tylko cztery lekcję - ucieszyła się Iga. - Co cię tak bawi?Będziemy dziś tu garować, tracąc czas...A miałam jechać do Blue - Kalina nie podzielała radości przyjaciółki. - Daj spokój! To tylko dziś. Pomyśl o wszystkich poniedziałkach, które w tym semestrze jeszcze przed nami. Przed południem będziemy już po lekcjach. Mów sobie, co chcesz. Mnie się to podoba. - Serio? To przejrzyj się na kolejne dni. Piątek też ci się tak podoba. - O kurczę! Oni chyba powariowali... Siedem lekcji? W piątek? To jakieś szaleństwo. - No... Szaleństwo. szczególnie, że dwie ostatnie godziny to matma. - Bez sensu - ponuro podsuwała Iga, zamykając za sobą drzwi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)